Gorące tematy: Wolni i Solidarni Smoleńsk Zostań BLOGEREM! RSS Kontakt
Uwaga! Wygląda na to, że Twoja przeglądarka nie obsługuje JavaScript. JavaScript jest wymagany do poprawnego działania serwisu!
365 postów 10716 komentarzy

Tylko prawda

Husky - Prawicowiec,katolik Zoologiczny antykomunista UB-ekom i ich potomkom "wstęp wzbroniony" Rafał Gan-Ganowicz (1932 - 2002) "Nigdy nie zabiłem człowieka. Zabijałem tylko komunistów"

Koniec internetu to realne zagrożenie

ZACHOWAJ ARTYKUŁ POLEĆ ZNAJOMYM

Kto jest właścicielem internetu? Odpowiedź brzmi: wszyscy i nikt. Internet to sieć złożona z mniejszych sieci, z których każda należy do innych firm i organizacji.

Firmy te korzystają z serwerów rozmieszczonych w wielu krajach, w których obowiązują bardzo różne normy i regulacje prawne. Bez pewnych wspólnych zasad i zbioru norm poszczególne sieci nie mogą być skutecznie połączone. Fragmentacja – a co za tym idzie, koniec internetu – to realne zagrożenie - pisze Joseph Nye. Były zastępca sekretarza obrony USA zastanawia się nad tym, czy Stany Zjednoczone są właścicielem internetu, jakie są zagrożenia związane ze współczesnymi hakerami oraz jak wygląda sytuacja internetu w takich krajach, jak Chiny.

 

                    
 
Niektóre szacunki podają, że w 2016 roku całkowity udział internetu w globalnym PKB może wynieść nawet 4,2 biliona dolarów.Podzielony internet byłby bardzo kosztowny dla świata. Tymczasem z raportu Globalnej Komisji ds. Zarządzania Internetem (kierowanej przez byłego premiera Szwecji Carla Bildta) wynika, że jest to całkowicie realny scenariusz. Obecnie niemal połowa światowej populacji ma dostęp do internetu, a prognozy przewidują, że w ciągu najbliższych pięciu lat dołączy do nich kolejny miliard użytkowników i 20 miliardów urządzeń.

A jednak dalsza ekspansja internetu nie jest niczym pewnym. W najgorszym wariancie przewidywanym przez Komisję, koszty wynikłe ze zwalczania przestępczości internetowej i politycznej kontroli rządów może zmniejszyć zaufanie użytkowników do internetu i sprawić, że znacznie ograniczą korzystanie z sieci.

Koszt przestępczości internetowej w 2016 został oszacowany na poziomie 445 miliardów dolarów i może szybko wzrosnąć. W miarę jak coraz więcej urządzeń jest umieszczanych w internecie - od samochodów po rozruszniki serca - hakerzy mogą atakować tzw. "internet rzeczy" i doprowadzić do "uzbrojenia wszystkiego". Potężna skala naruszeń prywatności przez firmy i rządy, ataki na obiekty infrastruktury cywilnej (np. elektrownie - co ostatnio miało miejsce na Ukrainie) mogą prowadzić do zagrożeń bezpieczeństwa, które znacząco obniżą potencjał internetu.

Kolejny wariant przewidywany przez Komisję to tzw. "opóźniony wzrost", czyli scenariusz, w którym niektórzy użytkownicy czerpią ogromne korzyści, podczas gdy inni nie mają niemal żadnych zysków. Trzy do czterech miliardów ludzi jest nadal odciętych od internetu, a ci, którzy z niego korzystają, mierzą się z ograniczeniami: barierami w handlu, cenzurą, przepisami, które wymagają przechowywania danych na lokalnych serwerach i innych regulacji ograniczających wolny przepływ towarów, usług i idei. Ruch na rzecz wzmocnienia kontroli internetu przez władze krajowe jest coraz silniejszy i pewien stopień fragmentacji już następuje. Chiny mają największą liczbę internautów na świecie, ale „wielki chiński firewall” stworzył bariery, które oddzielają Chiny od wielu innych części świata.

Wiele rządów decyduje się na cenzurę serwisów, które są postrzegane jako zagrożenie dla politycznej kontroli rządowej.Jeśli ten trend się utrzyma, może to oznaczać stratę ponad 1 proc. PKB rocznie, poważnie naruszyć prywatność użytkowników, a także ograniczyć wolność słowa i dostęp do wiedzy. Jeśli światowy trend pójdzie w tym kierunku, może to przynieść naprawdę duże straty, a wielu użytkowników pozostanie w tyle.

W trzecim wariancie przewidzianym przez Komisję, rozwój internetu stwarza bezprecedensowe możliwości innowacyjne i szanse na rozwój ekonomiczny. Zyski z internetowej rewolucji ostatnich dwóch dekad wyniosły ok. 8 proc. światowego PKB.Prawie trzy miliardy nowych użytkowników uzyskało dostęp do internetu, co zniwelowało bariery ekonomiczne, edukacyjne i cyfrowe, a także podziały geograficzne. Raport Komisji stwierdza, że do roku 2025 "internet rzeczy" (IoT) może wykreować wzrost światowego PKB nawet na poziomie 11 bilionów dolarów.

Komisja stwierdziła jednoznacznie, że utrzymanie nieograniczonej innowacji wymaga dwóch elementów. Po pierwsze, standardy internetowe muszą być rozwijane na zasadach otwartego dostępu. Po drugie, internauci muszą nauczyć się pewnych "zasad higieny" internetowej, żeby skutecznie zniechęcić hakerów. Konieczne jest także, by mechanizmy bezpieczeństwa i odporności na atak były centralnym elementem projektowania systemowego, a nie refleksją post factum, jak ma to miejsce obecnie. Rządy nie mogą naciskać, aby strony trzecie udostępniały dane z szyfrowanych urządzeń; poszczególne kraje muszą zadeklarować, że nie będą atakować kluczowej infrastruktury internetowej, a ich rządy wymuszą odpowiedzialność prawną i wprowadzą transparentne mechanizmy informacji o problemach technologicznych. Wówczas możliwe będzie wprowadzenie rynkowych ubezpieczeń, które poprawią poziom bezpieczeństwa IoT.

Do niedawna debata na temat najlepszego modelu zarządzania internetem skupiała się w dwóch głównych obozach. Pierwszy z nich to obóz zwolenników wielostronnego modelu zarządzania, który wyewoluował ze społeczności, która stworzyła internet. Ten model zapewnia profesjonalizm, ale nie posiada międzynarodowej legitymizacji, jako że jest zdominowany przez amerykańskich technokratów.

Drugi obóz opowiadał się za zwiększeniem kontroli Międzynarodowego Związku Telekomunikacyjnego, który jest dedykowaną agendą Organizacji Narodów Zjednoczonych. Ta opcja zapewnia co prawda legitymizację, ale kosztem wydajności ekonomicznej. Co więcej, autorytarne kraje takie jak Rosja czy Chiny domagały się traktatów międzynarodowych gwarantujących, że nie będzie ingerencji w silną, suwerenną kontrolę na poziomie krajowym w ich przestrzeń internetową.

Według Komisji w ostatnim czasie pojawił się jeszcze jeden model, w którym szeroka, wielostronna społeczność wymaga bardziej świadomego planowania udziału każdej zainteresowanej strony (tzn. pracowników obsługi technicznej, prywatnych organizacji, firm, rządów), które będzie się odbywać podczas międzynarodowych konferencji.

Istotnym krokiem w tym kierunku była decyzja amerykańskiego Departamentu Handlu z ubiegłego miesiąca, aby kontrolę nad tzw. funkcjami IANA (funkcje te to rodzaj "książki adresowej" internetu) przekazać Internetowej Korporacji ds. Nadanych Nazw i Numerów (ICANN). Organizacja ta, wspólnie z rządowym komitetem doradczym złożonym z 162 członków i 35 obserwatorów, nie jest typową organizacją międzyrządową. Poszczególne rządy nie sprawują kontroli nad organizacją. Jednocześnie ICANN współgra z założeniami wielostronnego zarządzania, formuły popieranej przez Forum Zarządzania Internetem, powołane przez Zgromadzenie Ogólne ONZ.

Kiedy Departament Handlu prezydenta Obamy przekazał kontrolę nad IANA Internetowej Korporacji ds. Nadanych Nazw i Numerów, niektórzy amerykańscy senatorowie narzekali, że „oddał internet”. Ale zauważmy, że Stany Zjednoczone nie mogą "oddać internetu", ponieważ nie posiadają go na własność. To prawda, że pierwotnie internet łączył jedynie komputery na terenie USA, ale dzisiaj sieć łączy miliardy komputerów na całym świecie. Co więcej, książka adresowa IANA (której istnieje wiele kopii) to nie internet.

Działania podjęte przez Stany Zjednoczone w ubiegłym miesiącu to krok w kierunku bardziej stabilnego internetu, opartego na wielostronnym modelu zarządzania. To też kierunek, za którym opowiedziała się światowa komisja. Miejmy nadzieję, że podjęte zostaną dalsze działania, aby osiągnąć ten cel.

Joseph S. Nye

https://www.project-syndicate.org/

http://opinie.wp.pl/joseph-s-nye-koniec-internetu-to-realne-zagrozenie-6027179388711553a

Joseph S. Nye
Joseph S. Nye, Jr., a former US assistant secretary of defense and chairman of the US National Intelligence Council, is University Professor at Harvard University

 

 

KOMENTARZE

  • @Husky
    Lepiej tych banialuk dla lemingozy , tworzonych przez AlexSpringerShow , nie powielaj . Polecam zająć się programem Spring . Pzdr.
  • Intenet...
    Żyło się bez tego badziewia całkiem fajnie. I nawet komórek nie było...
    Och... Żeby wróciły tamte czasy.. (i tu Spiritek się rozmarzył ... :)))

    No ale mamy to co mamy. Ludzie rycerscy, zamiast kruszyć kopie na udeptanym polu, ścigają się na przekleństwa, inwektywy i groźby karalne licząc na (wyimaginowaną) anonimowość w sieci.

    Projekt, który był stricte wojskowym wymknął się troszeczkę spod kontroli. Teraz spełnia inną funkcję - nieprzebrane źródło informacji, które zwykli jelenie sami dostarczają. Im więcej technologi i ułatwień tym więcej rybek wpada do sieci..

    Nie przypadkowo globalny, syjonistyczny system szkolnictwa zainwestował grube miliardy w psychologów i psychiatrów. Operacja na żywym mózgu jednostki a w konsekwencji na całych grupach narodowych.

    Wykreowali nawet nowy gatunek komentatorów.
    Polskie telewizornie zawsze mają pod ręką jakiegoś imbecyla, którego nazywają "expert od spraw,..."

    Ja, osobiście, wykorzystałem sieć dobrze. Poznałem wspaniałych ludzi, poznałem też parszywców. A to też cenna wiedza.

    Pozdrawiam.
  • Szpirytus, czy pan aby nie opuszczał nas na zawsze?
    My tu na jednostce czasu za bardzo nie nie mamy na interneta. Jak nie Anaconda, to ŚDM. Ciągle jakieś krajowe ruchawki. Ale tylaśmy doczytali na portalu, żeś pan na zawsze od nas odszedł. A pan żeś sobie jaja robił, jak Kargul na raty konał. To jesteś pan w końcu back czy nie jesteś?

    Dzisiaj Makrela, niemiecka wraża kanclerzyca, otwartem tekstem w systemowych mediach zapodała, żeby Niemcy do wojny się gotowali. Żarcia ma każdy dobry burger na dni dziesięć zakupić, wody po dwa litry na dzień zabunkrować i piniądz z bankomatu cały z konta wybrać. A potem na dalsze instrukcje oczekiwać. Wojna nasza kochana na dniach powinna się rozpocząć. Internetu w tej nowej wojnie wyłączyć się nie da, gdy rzydy zbanują backbona, to maile na kanale nr. 6, na falach eteru poprzez zwykłą krótkofalówké do routera wpìętą, odbierać będzie można. Bez multimedialnych załączników, oczywista, treść sama treściwa.

    Nic więc pan nie bój, że internet zniknie w wojnie. Fizyczna to jest niemożliwość. Raczej uważać trzeba będzie na skontaminowane treści. Rzyd swoją zgniliznę jeszcze bardziej propagował będzie na czas nowej wojny, jehowici natężą swą działalność, Filip Jeznach nową serię anegdot otworzy na portalu. Sodomia i Gomoria wirtualna nastanie. Oby ino się w przestrzeni wirtualnej ta dycha sprawiedliwców znalazła.
  • @Pan podporucznik 00:31:12
    //Szpirytus, czy pan aby nie opuszczał nas na zawsze?//

    Bynajmniej, panie podporuczniku. :)
    Nigdy nie składam takich głupich deklaracji. Zawsze mnie śmieszyli tacy osobnicy, którzy żegnali się kilka razy i zaraz wracali.
  • @
    do tego, który w wybranym momencie - go wyłączy
  • @Repsol 23:05:17
    No może nie aż takie to banialuki
    Pozdrawiam
  • @Jarek Ruszkiewicz SL 23:05:21
    Co by nie powiedzieć, dziś świat bez internetu........katastrofa
    Pozdrawiam
  • @Pan podporucznik 00:31:12
    // Fizyczna to jest niemożliwość. //

    niemożliwe,to fakt
  • ŚWIAT BEZ INTERNETU
    Naszła mnie ostatnio taka refleksja. Zacząłem myśleć jak wyglądałby mój świat bez internetu, co mi on dał, a co zabrał.

    Mail = kartka i list
    Przestałem pisać listy. Ba! Prawie w ogóle nie piszę ręcznie. Zapominam powoli jak wygląda moje pismo, bo większość pisania wykonuję na komputerze. Charakter moich gryzmołów zastąpiły kroje czcionek: Arial, Times New Roman, Calibri, Verdana i Tahoma.

    Ci, którzy wysyłają jeszcze listy lub pocztówki traktowani są jak nieszkodliwi dziwacy, zanurzeni w miłych wspomnieniach „jak to wyglądało kiedyś”. Maile można wysłać w oka mgnieniu. Błędy poprawi opcja sprawdzania pisowni, a zamiast poperfumowanego papieru można użyć wirtualnej papeterii.

    Mail jest wygodny, zwłaszcza w pracy, ale odziera komunikację z tego, co miały listy i pocztówki. Z duszy, charakteru, unikalności. Nie da się przecież napisać takich samych dwóch listów. Za to identycznych maili możemy wygenerować całe mnóstwo.

    Listy są wolniejsze, ale bliższe człowiekowi. Szkoda, że umierają. Gdyby nie było internetu nadal miałyby się dobrze.

    Google = Encyklopedia, Biblioteka, Księgarnia
    Posiadam 2 analogowe słowniki – synonimów i poprawnej polszczyzny. Encyklopedii nie mam żadnej, choć to ona była kiedyś źródłem wiedzy, do której miałem dostęp tylko w programach telewizyjnych, radiowych czy w szkolnej bibliotece. Dziś wchodzę pod znany adres i mam teoretycznie wszystko, czego mi potrzeba. I całe mnóstwo śmieci i reklam, bo dostęp do tego, czego szukam zależy od pozycji w Google, obliczanej przez skomplikowane algorytmy. Internet i wyszukiwarki otworzyły drzwi do wiedzy, ale jej jakość pozostawia wiele do życzenia. Chciałbym jakości, ale ciągle jest jej za mało w internecie, bo również większość przestała się o nią starać. To koszt dużej dostępności i kiepskiej weryfikacji źródeł. Wolność tworzenia i wrzucania co popadnie w internet, skupienie na wypozycjonowaniu treści przez zastosowanie odpowiednich zabiegów obniżyły wiarygodność, a w nas, użytkownikach stępiły czujność.

    Encyklopedie, biblioteki i księgarnie są wolniejsze. Też powoli zanikają, ale nadal to one są zweryfikowanym źródłem specjalistycznej wiedzy.

    Facebook = Albumy ze zdjęciami
    Sieci społecznościowe to prawdziwa plaga internetu. Udostępniam tam swoje życie na zdjęciach, w słowach, bo ideą społecznościówek jest dzielić się wszystkim ze wszystkimi. 800 osób szumnie nazwanych znajomymi, których troska o mnie ogranicza się do lajka. Wiedzą o mnie tyle, ile im powiem w sieci, bo tylko garstka z nich zna mnie na żywo.

    Tymczasem albumy ze zdjęciami i opowieści rodzinne stały się towarem luksusowym. Kiedyś, strona po stronie przerzucaliśmy tony wspomnień, śmialiśmy się z wariackich ujęć, przypominaliśmy osoby, których już nie ma. Emocje, takie prawdziwe i ludzkie. W zamian mamy społecznościowe smycze, których w dodatku nadużywamy zapominając, że to nie są nasze prywatne klasery wspomnień i przeżywanych doświadczeń. To własność serwerów, na których zostały umieszczone, a my oddajemy się dobrowolnie, ale czy tego chcemy? Nie wiemy, że moglibyśmy nie chcieć, bo za rzadko się nad tym zastanawiamy.

    A albumy rodzinne świecą pustkami. Zamieniliśmy je na 1000 podobnych ujęć z cyfrowych aparatów, które chowają się w katalogach naszych dysków twardych. Kto by miał czas to przeglądać.

    Komunikatory = Rozmowy
    Bez wątpienia internet rozwinął możliwości komunikacyjne. Komunikatory, IRCe, Google i Facebook Chaty stały się codziennością. SMS na komórkę jest niewygodny i trzeba płacić, więc porozumiewamy się za pomocą „small talks” tak naprawdę niewiele o sobie wiedząc. Żyjemy wśród sąsiadów, których nie znamy i pracujemy z ludźmi, którzy są dla nas obcy. Coraz częściej szybciej dogadujemy się za pomocą komunikatorów niż w realnej rozmowie. Pisząc „dogadujemy” mówię tylko o porozumieniu bez treści, bez wyrazu, bez głębi prawdziwej i bezpośredniej komunikacji.

    Rozmowy wymagają. Umówienia się na spotkanie, znalezienia tego czasu, emocji dobrych i złych. Ludzkich, bliskich, bezpośrednich.

    Światełko w tunelu zmian
    Internet dał mi bardzo wiele, ale tyle samo odebrał. Gdyby nie on – nie mógłbym teraz pisać tej muszkieciny, a Wy nie mielibyście szans jej przeczytać. Nie moglibyście komentować i wyrażać swojej opinii. Możemy „rozmawiać”, a ja przy okazji uczę się jak najlepiej wyrażać sens tego, co chcę powiedzieć.

    Mimo tych usprawnień, brakuje mi czasem takich dobrych rozmów, w których jest treść. Brakuje mi skrzynki pocztowej, z której od czasu do czasu wyciągnę pachnący list lub pocztówkę znad morza. Takich napisanych odręcznie i nieraz na kolanie. Chciałbym też, aby encyklopedie, słowniki i ogólnie źródła wiedzy pisały autorytety i aby nadal to one tworzyły zweryfikowane kompendium, z którego będę czerpał.

    Jestem zbudowany w sytuacji, gdy widzę, że rośnie świadomość w naszym informacyjnym, połączonym skrętką społeczeństwie. Coraz więcej osób dostrzega bogactwo, które daje nam internet, ale rozumie niebezpieczeństwo pozbawiania się prawdziwych przeżyć ze świata realnego. Internet stał się jego nieodłączoną częścią, ale nadal nie korzysta się z niego jak z narzędzia. Staje się niebezpiecznym uzależnieniem.

    Nie jestem wyjątkowy – też czasem widzę, że zagalopowałem się i potrzebuję odpoczynku od tej sieci połączeń, od tej wiedzy o niczym. Chcę więcej dobrego brać i dawać. Od ludzi i dla ludzi. Od siebie i dla siebie. Internet może być tu sprzymierzeńcem, ale nie chcę aby stał się jak rzep na psim ogonie. Komunikacja z drugim człowiekiem i z dobrą treścią nie może być uzależniona od tego, czy mój ISP dostarcza mi łącze. Gdy dopadnie mnie awaria serwera – co będę robił, co zaproponuję światu oraz moim bliskim?

    Mam wiele na szczęście i ciągle prztykam się w nos, gdy na własne życzenie przeginam z użytkowaniem internetu. Być panem swojego życia, to także być panem internetu. I to chyba wszystko, co chciałem dziś Wam powiedzieć, bo teraz uciekam sprzed komputera gotować rosół z moją żoną :)

    http://muszkieter.in/swiat-bez-internetu/
  • Pamiętam świat bez internetu, a mimo to nie wyobrażam sobie bez niego życia
    Właśnie minęło 25 lat od uruchomienia internetu w Polsce. Wynalazek ten będący na początku zaledwie siecią akademicką stał się prawdopodobnie najważniejszą innowacją w naszej historii. Rzeczą, która całkowicie zmieniła funkcjonowanie świata.

    http://s.pcformat.pl/g/x/n/2016/08/18/57b5be0e788790.22601237_625.jpg

    Nie zamierzam tu po raz wtóry pisać o pierwszym mailu, który został wysłany z Wydziału Fizyki Uniwersytetu Warszawskiego do Centrum Komputerowego Uniwersytetu w Kopenhadze. To tylko fakty, które choć są bardzo ważne, to w gruncie rzeczy nikogo nie interesują. Znacznie bardziej istotne jest to, jak Internet wpłynął na nasze codzienne życie. Choć sam mam zaledwie 25 lat i jestem niewiele starszy od polskiego kawałka światowej sieci, doskonale wiem, jak wyglądał świat bez Internetu.
    Choć już pod koniec lat 90-tych miałem okazję korzystać z sieci w szkole, to Internet zawitał w moim domu dopiero w okolicach 2003 roku. Wtedy na rynek trafiła Neostrada o prędkości 128 kbps, która była szybka, stabilna, tania i pozwalała na korzystanie z sieci bez blokowania sieci telefonicznej.


    Był to naprawdę duży postęp względem modemów telefonicznych.

    Wtedy też miałem okazję poznać liczne strony internetowe i fora, w tym Forum PC Format, na którym przez długi czas pełniłem rolę moderatora. Wszystkie te miejsca ukształtowały mnie bardziej niż szkoła. Sprawiły, że zainteresowałem się nowymi technologiami, poznałem ludzi dzielących moje pasje i miałem okazję rozpocząć pracę jako pismak, którym jestem do dziś.
    Internet miał jednak wtedy bardzo istotną wadę. Mianowicie, był dostępny tylko w firmie stacjonarnej. Wynikało to z braku urządzeń mobilnych wyposażonych w duże ekrany, horrendalnie wysokich cen pakietów internetowych oraz braku usług dostosowanych do sprzętów mobilnych. Z tego powodu przez pierwsze lata obecności mobilnej sieci używałem jej tylko do przeglądania stron internetowych oraz korzystania z internetowych komunikatorów, takich jak Gadu-Gadu.
    Do dziś pamiętam, jak w 2009 roku, świeżo po przeprowadzce do Warszawy, regularnie się gubiłem i myliłem poszczególne linie autobusowe. Dziś będąc w nowym mieście po prostu korzystam z usług takich jak Mapy Google lub Jak Dojadę. Gdy szukam restauracji, nie kieruje się ślepym trafem i rekomendacjami znajomych, tylko sprawdzam ocenę konkretnego miejsca na Zomato. Gdy chcę posłuchać nowej płyty, nie idę po nią do Empiku, tylko uruchamiam Tidal. Z kolei nowych seriali szukam na Netfliksie. Podobne przykłady mogę mnożyć w nieskończoność.
    Internet mobilny to całkiem nowy wynalazek
    Pamiętajcie, że ogólnodostępny Internet mobilny i dedykowane mu urządzenia są dostępne na rynku od niecałych 10 lat, a już zdążyliśmy się do niego przyzwyczaić. Sam traktuję go jak coś oczywistego ,jakbym korzystał z niego od zawsze. Dlatego zastanawia mnie, jak za mojego życia jeszcze zmieni się Internet i ile razy dojdzie do sieciowej rewolucji.
    Wiemy już, że najbliższa z nich będzie dotyczyć Internetu rzeczy i do sieci zostanie podłączony praktycznie każdy przedmiot na świecie. Kilka lat temu byłoby to traktowane tylko jak wymysł fantasty. Dlatego wydaje mi się, że tak jak dzisiejszy internet w ogóle nie przypomina sieci sprzed 25 lat, tak po zobaczeniu sieci dostępnej za, dajmy na to, 5 dekad, czułbym się niczym średniowieczny chłop rzucony w centrum dzisiejszego Manhattanu.

    http://www.pcformat.pl/Komentarz-Pamietam-swiat-bez-internetu-a-mimo-to-nie-wyobrazam-sobie-bez-niego-zycia,nc,376

OSTATNIE POSTY

więcej

ARCHIWUM POSTÓW

PnWtŚrCzPtSoNd
   1234
567891011
12131415161718
19202122232425
2627282930  

ULUBIENI AUTORZY