Gorące tematy: Wolni i Solidarni Smoleńsk Zostań BLOGEREM! RSS Kontakt
Uwaga! Wygląda na to, że Twoja przeglądarka nie obsługuje JavaScript. JavaScript jest wymagany do poprawnego działania serwisu!
351 postów 9994 komentarze

Tylko prawda

Husky - Prawicowiec,katolik Zoologiczny antykomunista UBekom i ich potomkom "wstęp wzbroniony" Szef brygady PIS-owskich trolli. 20 funtów za wpis.

Luksus w PRL-u. Jak naprawdę żyła wtedy władza?

ZACHOWAJ ARTYKUŁ POLEĆ ZNAJOMYM

W proletariackiej ojczyźnie luksus istniał, był jednak, jak prawie wszystko, bardzo reglamentowany. Poczuć go mogli jedynie nieliczni wybrani. I korzystali ze swoich przywilejów bez zahamowań.

O tym jak naprawdę żyła elita komunistyczna PRL-u pisze w "Ciekawostkach Historycznych"
Adam Miklasz - prozaik, dziennikarz, dramaturg.
Poniżej fragment tego artykułu
  
 
 
  Równość?

 Kompletna fikcja

                    

 

Zgodnie z orwellowską maksymą o „równych i równiejszych”, niektórzy obywatele Polski Ludowej zasługiwali na nieco więcej. Choć oficjalna propaganda piętnowała przedwojenne rządy panów, porównywała wystawne życie elit do ubóstwa uciskanego ludu, to jednak niektórzy ówcześni decydenci nie mieli skrupułów w korzystaniu z dobrodziejstw, jakie dają ważne stanowiska w państwie.

Staszek Staszewski w Kołysance Stalinowskiej śpiewał o popularnej Scotch Whisky, na którą musieli pracować piekarze, szewcy i zduni. Gdyby jednak chodziło tylko o butelczynę szlachetnego trunku…

 

 

Towarzysz Cyrano

Za symbol dekadencji komunistycznej wierchuszki dwóch powojennych dekad PRL uznaje się Józefa Cyrankiewicza, wieloletniego premiera komunistycznego rządu. W niedawno wydanej książce Andrzeja Klima pod tytułem „Jak w kabarecie. Obrazki z życia PRL” czytamy, że:

Był królem życia, miłośnikiem pięknych kobiet, szybkich samochodów i dobrego jedzenia. Czyli tego wszystkiego, co w rozumieniu Gomułki było synonimem kapitalistycznego zgniłego Zachodu

                      

Co ciekawe, Cyrankiewicz, ze swoimi upodobaniami nie najgorzej odnajdywał się pod skrzydłami Władysława Gomułki, który akurat znany był z ascetycznego stylu życia. Według mnie Cyrankiewicza złamał obóz – tłumaczył podopiecznego Towarzysz „Wiesław” – Cyrankiewicz wyszedł z Oświęcimia ze złamanym kręgosłupem moralnym i politycznym, z jednym tylko pragnieniem: żyć, używać – dodawał.

Nie mylił się. Józef Cyrankiewicz, były więzień obozu w Auschwitz, prowadził hulaszczy żywot, przypominający wprost największych przedwojennych birbantów. Kochał kawiarnie, podrywał kobiety, ciągnęło go do ludzi teatru – gdzie uwiódł swoją drugą żonę, wybitną aktorkę Teatru Polskiego, Ninę Andrycz. Aby sprostać oczekiwaniom kapryśnej diwy, przeprowadził się do luksusowej rządowej willi w Alei Róż.

 

Wieloletniego premiera często można było spotkać w Hotelu Europejskim, gdzie na filiżankę czarnej ambrozji wpadały największe gwiazdy polskiej estrady. Podczas przemówień sejmowych płukał gardło nie zwykłą wodą, lecz szklanką niedostępnego wówczas Schweppes’a, co było wówczas postrzegane jako przesadny luksus.

Cyrankiewicz nazwany byłby dzisiaj pewnie celebrytą. Choć jego ekscentryczny styl życia mógł drażnić niejednego żyjącego w skromnych warunkach obywatela, wyróżniał się spośród innych, przyciężkawych na rozumie, gburowatych partyjniaków urokiem i inteligencją. Dość długo udawało mu się utrzymywać opinię „ludzkiego komunisty”. Nie wzbudzał takiej niechęci i zazdrości, jak kolejni opisani partyjni utracjusze.

 

Niebanalny Minister Kultury

Długonosy grabarz kultury polskiej o lisiej twarzy wiejskiego szewca – w ten sposób pisał o nim Leopold Tyrmand. Oportunista, człowiek absolutnie pozbawiony zasad – charakteryzował go Mieczysław Rakowski.

Włodzimierz Sokorski, długoletni PRL-owski Minister Kultury i Sztuki, piewca i promotor socrealizmu, był barwną postacią na tle tysiąca zupełnie przezroczystych i nijakich funkcjonariuszy władzy. Kolorytu dodawały mu jednak dość kontrowersyjne upodobania. Sokorski w wielu frywolnych popularnonaukowych rankingach zajmuje pierwsze miejsce w kategorii „największy playboy PRL”.

Szczególnie upodobał sobie młodziutkie dziewczyny. Jego liczne żony (cztery!) i kochanki rzadko przekraczały magiczną granicę osiemnastego roku życia. Miał prostą metodę – kiedy z dziewcząt przeobrażały się w kobiety, po prostu zmieniał je na młodszy model. Poślubił nawet przyjaciółkę swojej córki, młodszą od niego o czterdzieści lat. O jednej z żon zwykł opowiadać, że urosła jeszcze dwa centymetry.

 

Nie był człowiekiem wyjątkowo urodziwym. Nie ma wątpliwości, że skuteczność w podbojach miłosnych zawdzięczał stanowisku, wpływom, oraz dobrom materialnym, niedostępnym pospolitym masom.

 

                      

Kiedy, już w latach siedemdziesiątych, stracił wpływy i odebrano mu rządowy samochód, był przez pewien czas zmuszony do podróżowania miejskimi środkami komunikacji. Wyobraź sobie, jechałem w takim tłoku i smrodzie, że omal się nie porzygałem – zwierzał się przyjacielowi po zderzeniu z szarą rzeczywistością zatłoczonych tramwajów, brudnych sklepów i nieuprzejmych ekspedientów – Jak wyście to mogli wytrzymać przeszło pół wieku?


http://ciekawostkihistoryczne.pl/2016/06/21/luksus-w-prl-u-jak-naprawde-zyla-wtedy-wladza/3/

 

 

 

KOMENTARZE

  • @Autor
    Najśmieszniejsze jest to, że właśnie te luksusy władzy w PRL spowodowały zmianę ustroju. Nic bowiem tak bardzo nie przekonało władzy o klęsce centralnego planowania jak "siermiężność" dostępnych dla nich luksusów w porównaniu z luksusami zachodu!
  • @programista 13:30:16
    Co właściwie uważano w czasach PRL za luksus?


    Trudno dziś uwierzyć, że JEDNA LUB DWIE pomarańcze (na całą rodzinę) stanowiły atrakcję na Święta - i to nie w rodzinach, które żyły na skraju nędzy. Albo że kupienie pralki wirnikowej marki Frania bywało wydarzeniem, na które spraszało się sąsiadów.
    Już nie mówiąc o kupnie samochodu...
  • w czasach Gomułki
    kiedy brakowały niemal wszystkiego, każdy towar, który pojawiło się na sklepowych półkach, był dobrem luksusowym.
    Edward Gierek, który doszedł do władzy w grudnia 1970 r., starał się zwłaszcza – w okresach przedświątecznych – zadbać o dostawy.
    „Dziennik” w telewizji co rusz ogłaszał, że kolejne statki załadowane cytrusami płyną do Polski. To był pierwszy po wojnie okres, kiedy Polacy mogli sięgnąć po pomarańcze czy banany. – Ale także herbatę w torebkach

    Największym darem od losu był krewny w Ameryce, który mógł przysyłać paczki.
  • @Husky 17:29:47
    Czy nie wstyd wypisywać takie rzeczy o własnej ojczyźnie, która z trudem odbudowała się po wojennych zniszczeniach?


    "Największym darem od losu był krewny w Ameryce, który mógł przysyłać paczki."/Husky/

    Ameryka nigdy nie miała wojny na swoim terytorium, nie licząc wojny secesyjnej, która była wojną domową. Gospodarka amerykańska rozkwitła dzięki II wojnie światowej. Nędza i upadek dla Polski i Europy to był rozkwit i bogactwo dla Ameryki. Jeszcze w latach 70-tych Ameryka żyła na ekonomii wojennej. Później się wszystko zmieniło. A teraz to wygląda już zupełnie nieciekawie. Przydałaby się jakaś wojna aby uratować USA, czyż nie?

    Jeśli chodzi o pomarańcze i inne owoce, to w latach 50-tych niewiele tego było na amerykańskim stołach w czasie zimy Opieram się tutaj na przekazie rodziców mojego męża, którzy są rodowitymi Amerykanami. Podstawą żywienia w tamtych czasach były tzw. puszki. Do tej pory żyją w USA miliony ludzi, którzy nie mają dostępu do sklepów zaopatrujących ich w świeże owoce i warzywa. W sklepach tych można jednak kupić soft drinks i świńskie skórki smażone na utwardzanych i genetycznie modyfikowanych olejach.

    1*
  • @AgnieszkaS 19:12:32
    Tak się składa że mam rodzinę w USA która mieszka tam od 1945r.Byłem u nich wielokrotnie. Zwiedzałem USA ,rozmawiałem z osobami starszymi ale takich "ciekawostek" to nie słyszałem.
    Pytanie, co tam w takim zaś...nym kraju jeszcze robisz.
    Co?
    Nie lepiej pakować walizki i via Moskwa do kraju mlekiem i miodem płynącym. To dziś jedyny kierunek gdzie można godnie i dostatni żyć.
    pzdr.
  • @Husky 19:56:51
    gdyby Polska miała FED i łupiła cały świat ,to było by tutaj lepiej niż w Ameryce. Ciekawe, że takiej oczywistości nie widzisz. Nie dziwota bo rodzina obwoziła Cię tam gdzie celebryci i miliarderzy rezydują, a nie w kartonach bezdomni sypiają.
  • @zadziwiony 20:39:29
    No to bierzemy się za łupienie 8-)))
    tylko kogo ?
  • @Husky 19:56:51
    Husky. Weź proszę pod uwagę że w latach 80tych nomenklatura wysłała sporo swoich "emisariuszy" na "zgniły zachód" dając im na zagospodarowanie i rozmnożenie po min. 300 tys dol. (a nawet sporo więcej w zależności od przedsiębiorczości śpiocha), aby jednocześnie przyszykować sobie bezpieczną przystań, gdyby w Polsce jakimś cudem nastąpił sądny dzień. Ta zgraja śpiochów do tej pory pełni rolę agitatorów oraz "organizatorów polonijnego życia".
  • @Husky 19:56:51
    "Pytanie, co tam w takim zaś...nym kraju jeszcze robisz.
    Co?
    Nie lepiej pakować walizki i via Moskwa do kraju mlekiem i miodem płynącym. To dziś jedyny kierunek gdzie można godnie i dostatni żyć.
    pzdr."/Husky/

    Nerwy poniosły, chociaż zupełnie niepotrzebnie. Jak ktoś przedstawia obiektywnie Amerykę, to musi to być agent obcego wpływu i szanujący się Polak natychmiast wysyła takiego delikwenta do Rosji. Nie ma potrzeby, ja już ten kraj odwiedziłam kilkakrotnie. Wart jest zobaczenia.

    Związki mojej rodziny z USA sięgają roku 1919, ale nie będziemy się na forum publicznym licytować.

    W popularnym polskim wyobrażeniu USA była to kraina mlekiem i miodem płynący, a na drzewach rosły tam kiełbasy. Tymczasem tak nie było.

    Podaje linki udowadniające, że to, co napisałam wcześniej jest prawdą.

    "Food desert" określa miejsce, w którym nie ma dostępu albo jest bardzo ograniczony dostęp do świeżej żywności - warzyw i owoców. Według danych rządowych 24 miliony Amerykanów żyją w tzw. "food desert".

    https://newsone.com/1540235/americas-worst-9-urban-food-deserts/
  • @AgnieszkaS 20:58:24
    //W popularnym polskim wyobrażeniu USA była to kraina mlekiem i miodem płynący, a na drzewach rosły tam kiełbasy. Tymczasem tak nie było.//

    By to sprawdzić czy aby to nie fałsz, to wyjechało tam kilka mln Polaków.
    Widocznie zbiory kiełbasy były obfite bo nikt nie chce wracać.
  • @AgnieszkaS 20:58:24
    Pani Agnieszko. Uczciwość krzyczy aby nie porównywać jabłek z pomarańczami. Porównujmy zatem PRL z Zachodem w takim samym przedziale czasowym. Każdy przecież widzi że projekty "komunizm" i "kapitalizm" zamknięto w połowie lat 70tych i zastąpiono korporacjonizmem (kleptokratycznym) dokonując stopniowego zrównania w dół kapitalizmu z komunizmem.
  • @Husky 21:08:58
    "Widocznie zbiory kiełbasy były obfite bo nikt nie chce wracać".
    Proszę zapytać chorych na cukrzycę amerykańskich Indian, co oni myślą o tej teorii.


    Ludzie w wielu przypadkach pozostają nawet jak jest gorzej, ponieważ zamiana jednego świata na drugi nie jest rzeczą prostą. Związane są z tym sprawy nie tylko finansowe. Spotkałam Polaka, który sprzedał ostatni samochód aby mieć pieniądze na jedzenie. Kupił od niego ten samochód inny Polak dosłownie za połowę wartości i cieszył się jaki zrobił dobry interes. Ten, który musiał sprzedać na propozycję powrotu do Polski odpowiedział - Po co? Cóż tam będę robił? Nie mam tam już nikogo. Nie ma mam nawet pieniędzy na bilet. Później straciłam kontakt i nie wiem co się z nimi stało.

    Polacy pozostają nie dlatego, że USA jest takie wspaniałe tylko dlatego, że w Polsce nie ma dla nich perspektyw na godne życie. Czasami pozostają przez zasiedzenie, bez względu na sytuację ekonomiczną.
  • @Nibiru 21:14:52
    "Porównujmy zatem PRL z Zachodem w takim samym przedziale czasowym."

    Tak właśnie zrobiłam. Przytoczyłam wspomnienia amerykańskich rodziców mojego męża z czasów, które krytykuje Husky w PRL.


    Korporacjonizm kleptokratyczny jest świetnym określeniem tego systemu. Jak można zachwycać się cywilizacją, która doprowadziła świat do obecnego stanu. Osiem osób ma większy stan posiadania jak połowa ludzkości żyjąca na naszym globie. Należy się poważnie zastanowić do czego to doprowadzi, a nie pisać notki, że w PRL brakowało pomarańczy. Pomarańcze w Polsce nie rosną, a jabłek i innych owoców było pod dostatkiem.
  • @AgnieszkaS 01:56:50
    Jaki to procent całości ten przypadek.
    Nie przekonuje mnie to co do powodu tzw."zasiedzenia"
  • @ autor
    Przecież cała receptura na żydo-komunizm sporzadzona przez Karola Marksa w Manifescie Komunistycznym i Das Kapital napisana była, w jego własnych słowach: „celem emancypacji Żydów".
    To nie dla Gojów!

    Pierwszym z publicznie znanym „wyemancypowanym” Żydem był Eduard Petrovich Berzin, komendant gułagu Kołyma. Kiedy więźniowie umierali z głodu i prace przerywano dopiero przy -54 °C, Eduard Petrovich Berzin jadł kawiory, pił szampany, chodził w karakułowym futrze, i jeździł Rolls Roycem.
    (http://www.gulag.eu/kolyma/time_of_berzin.html)
    („Stalin's Jewish Mass Murderers” - Sever Plocker)
  • @Husky 21:08:58
    "Widocznie zbiory kiełbasy były obfite bo nikt nie chce wracać."

    Panu tylko kiełbasa w głowie i wśrod takich ludzi się Pan obraca. Znam ludzi co wrócili, bo mieli na to ochotę. Znam takich co pojechali do trzeciego kraju bo chcieli. I znam takich co pojechali, wcale nie zamierzając zostać na długo, chociaż mogli. I w żadnym z tych przypadków motywem nie była kiełbasa.

    Podam jeden znany mi osobiście przykład - zamożny prawnik z Nowej Anglii zapragnął poznać lepiej greckie źródła myśli Heideggera, więc się przeniósł do średnio-zamożnego kraju bo tam był najwybitniejszy wydział filizofii i filologii klasycznej w specjalności co go interesowała. Zamieszkał tam i zrobił tam doktorat. Kiełbasy nie jada bo się brzydzi.
  • @Pedant 15:33:41
    Przykład "kiełbasy" to akurat Agnieszki.S nieco wyżej
    Dzięki za komentarz z którym w pełni się zgadzam

OSTATNIE POSTY

więcej

ARCHIWUM POSTÓW

PnWtŚrCzPtSoNd
1234567
891011121314
15161718192021
22232425262728
293031    

ULUBIENI AUTORZY